TL;DR Fast food dla umysłu

Tematyka pierwszego wpisu jest, a jakże, nieprzypadkowa. Skoro bowiem Wordcraft ma przedstawiać przemyślenia, to czy nie warto na początku odnieść się do samego Wordcrafta? Ale nie tylko jego. Mogłoby być o blogowaniu, lecz i to wciąż za mało. Wydaje mi się, że o wiele ciekawsze rzeczy dzieją się w szerszej perspektywie. Przed wami kilka myśli na temat informacji w Internecie, która stanowi pewnego rodzaju fast food dla umysłu.

Mówi się, że żyjemy w cywilizacji informacyjnej. Ciężko zaprzeczyć – otaczający nas świat staje się coraz bardziej i bardziej multimedialny, treść zaś przybiera postać pędzącej lawiny. W postaci Internetu spajają się wszelkie drogi, którymi informacja jest dystrybuowana – powstaje supersfera. Już teraz rozrośnięta do nieprawdopodobnych rozmiarów, wciąż puchnie, każdemu chętnemu ofiarowując możliwość czerpania z jej zasobów. Można swobodnie korzystać, absorbować bez końca.

Na czym właściwie polega informacyjny boom? Odpowiedzią oczywistą jest nieograniczony dostęp do porażającej ilości cyfrowej treści. Lecz źródeł szukałbym także, a może nawet przede wszystkim, w atrakcyjności tejże. W wirtualnej przestrzeni informacja nabrała ogromnej plastyczności. Przerabiana i interpretowana na tysiące sposobów, ulega koncentracji – rozprzestrzeniana jest sama esencja. Zamiast sączyć informacyjne piwo, przechylamy na lewo i prawo wysokoprocentowe drinki. Nic nie jest już bezbarwne, nic nie jest już drętwe. Pięciominutowa animacja dzięki swemu nasyceniu wygrywa z dwugodzinnym dokumentem w przedbiegach. Witajcie w świecie widowiskowej estetyki, gdzie królują ciekawostki, rankingi, zestawienia i wnioski.

No dobra, ale po co w ogóle o tym pisać? Informacji jest coraz więcej i jest coraz bardziej przystępna. To przecież dobrze, prawda? Niestety, nie ma róży bez kolców. Specyfika treści internetowej sprzyja powstawaniu pewnego rodzaju problemów, dotykających zarówno poszczególnych jednostek, jak i społeczeństwa jako całości. Opiszę dokładniej właściwości analizowanego obszaru, a wtedy przyczyny staną się oczywiste.

Informacja

Czym w ogóle jest informacja? Oczywiście, odpowiedź zależy od przyjętej perspektywy i dziedziny, wewnątrz której się obracamy. Na całe szczęście, na potrzeby niniejszego tekstu mogę posłużyć się bardzo prostą, właściwie intuicyjną definicją. W jej ramach informacja to kompleksowy, często niewielki zbiór danych. Właściwie tyle. Da się jeszcze przyczepić, że informacja, aby być informacją, nie powinna być pusta. Jej odebranie ma wywołać reakcję odbiorcy lub chociaż spowodować zmianę w postrzeganym przezeń świecie, stanowić wartość dodaną.

Dane, jakimi operuje umysł człowieka, podzieliłbym na dwa typy: informacjach-bodźcach oraz informacjach abstrakcyjnych. Pierwszy typ to twory naturalnie istniejące w środowisku, odbierane przez zmysły. Wszystko, co widać, słychać, czuć, jest informacją bodźcową. Ten rodzaj treści przetwarzany jest przede wszystkim przez podświadomość – mózg odbiera sygnały i reaguje, decyzja na poziomie świadomym może nawet nie zachodzić wcale. Informacje abstrakcyjne natomiast to wszelkie koncepcje, które wytwarzamy w naszej świadomości – te istnieją wyłącznie w świecie myśli. Zazwyczaj zamykamy informacje abstrakcyjne pod postacią słów lub liczb. „O 18 obiad: schabowy i ziemniaki” to informacja abstrakcyjna. Nie widzimy mięsa ani warzyw, nie czujemy ich zapachu, a jednak są one dla nas tak samo prawdziwe, jak dowolny przedmiot, który właśnie mamy pod ręką. Jeden i ten sam obiekt może nieść ze sobą różne ilości danych na obydwu opisanych płaszczyznach. Tekst na poziomie bodźcowym posiada niewielką ilość informacji (właściwie wyłącznie estetyczną): układ liter, ich kształt, kolor itd. Jednocześnie na poziomie abstrakcyjnym zakodowana może być informacja abstrakcyjna o właściwie dowolnej wartości merytorycznej.

Oczywiście, jak to zwykle bywa, rzeczywistość nie poddaje się łatwo tworzeniu podziałów i definicji. Tak zdefiniowana informacja lubi przenikać pomiędzy obydwoma poziomami, a nawet zmieniać swoją charakterystykę z jednego w drugi. Posłużę się przykładem jazdy samochodem. Cała mechanika obiektów, względem których porusza się kierowca w pojeździe niewątpliwie tworzy poziom bodźcowy. To jednak nie wszystko – uczestnictwo w ruchu drogowym wymaga stosowania się do zasad, regulowanych m.in. przez znaki – „skrzyżowanie z pierwszeństwem przejazdu” jest informacją abstrakcyjną, którą mózg musi stosownie przerobić i na którą w odpowiedni sposób odpowiada. Umysł ostatecznie tworzy wzorzec – kompresuje informację abstrakcyjną do bodźcowej tak, że czerwone światło wywołuje reakcję równie pewną i szybką, jak zbliżająca się z naprzeciwka ciężarówka. Działa to również w drugą stronę – mamy świadomość istnienia informacji bodźcowej i potrafimy w jakiś sposób zapanować nad instynktowną reakcją, przynajmniej w niektórych przypadkach.

Informacja bodźcowa jest absolutnie niezbędna do życia – stanowi wszak mechanizm umożliwiający postrzeganie otoczenia. Nie korzystając z danych abstrakcyjnych, można by zapewne egzystować, ale taka sytuacja wykluczałaby właściwie przynależność do cywilizacji – praktycznie więc również są niezbywalne. Powiedziałbym, że informacja jest odpowiednikiem pokarmu dla umysłu. Skoro tak, właściwości konsumowanych danych nie mogą być nam obojętne. Jesteś tym, co jesz – w naszym przypadku to powiedzenie nabiera prawdziwości dużo bardziej prozaicznej, niż miało to miejsce w gastronomicznym oryginale.

Charakterystyka informacji w Internecie

Jest w informacji internetowej coś tak oczywistego, że łatwo tego nie zauważyć. Mianowicie – swoboda wyboru. Internet nie jest pierwszym masowym medium. Dotychczasowy hegemon – telewizja – traci swoją pozycję na rzecz Sieci, platformy bardziej elastycznej. Stwierdzenie, że możliwości selekcji treści rozpościerające się przed internautą są większe, to rażące niedopowiedzenie – zestawienie możliwości odbiorców obydwu platform pozwala właściwie stwierdzić, że telewidz możliwości wyboru zwyczajnie nie posiada. A jeśli plastyczność nie jest obarczona żadnym kosztem, można zasadnie domniemywać, że stanowi jedną z zasadniczych przyczyn wzrostu znaczenia Internetu.

Wobec tego w Internecie informacja musi być produktem. Uwaga odbiorcy jest przedmiotem walki, którą można toczyć tworząc treści samemu, ale także tylko udostępniając bazę i narzędzia, dzięki którym użytkownicy produkują informacje dla siebie nawzajem (przykładem takiego podejścia jest prowadzenie portali społecznościowych). Tak czy siak, konkurencja jest bardzo bogata – treść tworzyć bardzo łatwo, łatwo trafić z nią do nieograniczonego wręcz grona odbiorców, naturalnie więc twórców tzw. contentu powstanie cała masa. Kreowanie memów nijak ma się do nagrywania filmów dokumentalnych, blogowanie wymaga znacznie mniejszego zaplecza organizacyjnego niż redagowanie, druk i dystrybucja papierowych magazynów. Można by pomyśleć, że ogrom wyboru powinien nieuchronnie prowadzić do wzrostu poziomu jakościowego – odbiorcy będą przecież sugerować się klasą produktu, szczególnie jeżeli jedyną ceną, jaką płacą, jest czas poświęcony na konsumpcję. Prawda?

Niekoniecznie. Pomijając tutaj oczywistość, że bardzo wielu użytkowników poszukuje w Internecie po prostu niezobowiązującej rozrywki, nawet bardziej ambitna informacja musi w pewien sposób ulec właściwościom rynku. Owszem, w Sieci można znaleźć wszystko, łącznie z głęboką analizą. Jednak informacja głównego nurtu zdaje się ewoluować w jednoznaczny sposób. Jeżeli wyróżnić by głębokość informacji (nowe dane w obrębie jednego tematu) oraz jej szerokość (nowy zakres treści), to mainstream to niemal wyłącznie wszerz. W Internecie więcej naprawdę znaczy lepiej. I w taką stronę popycha to nie kto inny, lecz my – odbiorcy.

Dlaczego tak się dzieje? Odpowiedzi szukałbym w mechanizmach psychologicznych sterujących naszym zachowaniem. W Sieci stajemy się dziećmi, które zostawiono na noc w supermarkecie, na dziale ze słodyczami. Próbujemy zjeść wszystko. Plastyczność platformy internetowej wymusza różnorodność, a ciągła różnorodność w końcu powoduje przesyt. Informacje muszą ulegać kompresji, inaczej przegrają z bardziej nasyconą konkurencją – słodycze staną się jeszcze słodsze, albo nikt ich nie zje. Kaloryczność informacji rośnie.

Intensywność, zarówno ilościowa, jak i jakościowa, nie może być obojętna. Nasze mózgi, które wyewoluowały w środowisku o naturalnie ograniczonej gęstości informacji, doświadczają nagle multimedialnej powodzi. Zachodzą okoliczności podobne do tych powodujących szerzenie się otyłości; nie taka obfitość dostępnego pokarmu była codziennością dla naszych przodków, nie taka jego wszechobecność, a i więcej było naturalnych okoliczności niepozwalających nadwyżce kalorii odłożyć się w postaci tkanki tłuszczowej. Czy to jedzenie, czy informacja; nadmiar powoduje problemy.

Trzymając się analogii w obszarze dietetycznym, ponieważ ta jest tutaj doskonała – informacja w Internecie to w większości informacja fast foodowa – wysokokaloryczna, nasycona intensyfikatorami smaku, sprawiająca iluzję porządnego sprawowania swojej roli. Tak naprawdę jednak brakuje w niej wielu kluczowych składników odżywczych, innych zaś jest nadmiar. Nie powinna być podstawą diety informacyjnej, inaczej… No właśnie.

Infoholizm

Pamiętacie podział na informacji na poziom bodźcowy i abstrakcyjny? Infoholizm to problem związany z pierwszym z tych poziomów. Mózg jest biochemiczną maszyną, w którą wbudowany jest mechanizm nagradzający za pożądane zachowania. Podstawowym sposobem realizacji tego mechanizmu jest wyrzut hormonu przyjemności – dopaminy. Czy przetwarzanie informacji jest korzystne? Oczywiście. I tak również zdaje się uważać mózg.

Niefortunnie dla nas, wszystkie optymalne rozwiązania pozostają takie tylko dla określonych warunków. W świecie, w którym ilość intensywnej informacji była ograniczona, system działał bez zarzutu. Co się dzieje w momencie, w którym nastąpi znaczący wzrost owej ilości? Wysoka podaż informacji powoduje obniżenie wrażliwości bodźcowej mózgu. Jednocześnie ten przyzwyczaja się do systematycznych wyrzutów dopaminy. Wciąż potrzebujemy więc nowych informacji, bardziej intensywnych i różnorodnych. Koło się zamyka – rodzi się uzależnienie. Macie problemy z koncentracją? Pojawia się u was uczucie pustki, gdy wkoło nie dzieje się zbyt wiele, a nie macie dostępu do Internetu? Łapiecie się na bezmyślnym, kompulsywnym włączaniu dopiero co zamkniętych stron i zostawianiu dziesiątek zakładek na później? Jeżeli tak, witajcie w klubie.

Za wyżej opisane problemy wini się zazwyczaj Internet, ewentualnie elektronikę w ogóle. Właściwym obiektem uzależniającym jest jednak informacja, Sieć czy urządzenia – to tylko narzędzia umożliwiające przekaz. Stąd też zamiast o uzależnieniu od powyższych powinniśmy mówić raczej o infoholizmie.

Ciągłe stymulowanie mózgu krótkimi, różnorodnymi treściami prowadzi do pewnego schematu poznawczo-behawioralnego, który lubię tytułować dość wymownie – syndromem TLDR. Umysł przyzwyczajany do pewnego poziomu zmienności zaczyna mieć problemy z jednorazowym przyswojeniem informacji o większej niż zwykle objętości, domagając się “dorzucenia do pieca”. Stąd nieprzerywana konsumpcja artykułu składającego się z więcej niż kilku zdań czy filmu dłuższego niż parę minut przestaje być czymś trywialnym, szczególnie jeżeli informacja umieszczona jest w środowisku internetowym (a więc nowy bodziec to kwestia kliknięcia/tapnięcia). Trochę treści – przełączenie na inny bodziec – kontynuacja – kolejny bodziec – i tak dalej. Dołączony filmik trwa dosłownie dwie minuty? I tak trzeba przewinąć dziesięć razy po te dwie, trzy sekundy, starając się wyłowić, to co najważniejsze. Warto odświeżyć portal, może pojawiło się coś nowego. Więcej, więcej, więcej. Syndrom TL;DR również znam z autopsji.

Jeszcze o przypadkach szczególnych, które uważam za warte odnotowania. Pierwszym z nich będzie uzależnienie od pornografii – sprzężone z bardzo silnym popędem, mianowicie popędem płciowym. Nadużywanie erotyki i pornografii (kluczowym czynnikiem jest oczywiście masturbacja, ale w ramach tej definicji jest czymś właściwie oczywistym) może przyczyniać się do problemów wytwarzających się szybciej, zaznaczających się intensywniej i na dłużej oddziałujących na psychikę, niż w przypadku informacji o neutralnym charakterze. Właściwą bolączką są jednak jego unikalne skutki – budowanie szkodliwych wzorców seksualnych w mózgu i szereg problemów fizjologicznych, m.in. zaburzenia libido. Jeżeli interesują was szczegóły, zachęcam chociażby do odwiedzenia YourBrainOnPorn.

Na wyróżnienie w perspektywie uzależnień informacyjnych zasługują jeszcze gry komputerowe, chociażby z racji wizerunku wykreowanego w polskich mediach „tradycyjnych”. Chociaż grom daleko do bycia przyczyną, dla której nastolatkowie postanawiają strzelać w szkołach, rzeczywiście nie są sposobem spędzania czasu pozbawionym wad – wykazują bowiem tendencję do bycia obiektem uzależnień. Informacja generowana przez gry, skądinąd niezwykle dynamiczna i barwna, wyróżnia się na tle całej sfery cyfrowej jedną cechą – interaktywnością. Gracz przestaje być wyłącznie odbiorcą, zamiast tego aktywnie uczestniczy w nowopowstałej rzeczywistości. Co więcej, opisywany rodzaj oprogramowania może uzależniać nie tylko na poziomie bodźcowym – odbiorca często jest wciągany na płaszczyźnie ekonomicznej (np. przedmioty posiadane w grze), nawet w tak skrajnej formie jak hazard. Fakt, że gry mogą sprzyjać uzależnieniom, nie oznacza jednak, że należy je bezwzględnie potępiać, po prostu – wymagany jest umiar, jak zresztą we wszystkim.

Podobne stwierdzenie pasuje zresztą idealnie w odniesieniu do źródła problemów związanych z internetową informacją abstrakcyjną.

Iluzja wiedzy

„Największym wrogiem wiedzy nie jest ignorancja, lecz iluzja wiedzy”

Pod takim cytatem autorstwa Stephena Hawkinga przeprowadziłem swego czasu krótką wymianę zdań z człowiekiem, który, nieudolnie krytykując rzekomą autorytarność fizyki teoretycznej, paradoksalnie dał świetny dowód na prawdziwość słów amerykańskiego fizyka. Znamy to wszyscy, prawda? Zawsze znajdzie się osoba, która wie lepiej, chociażby naprzeciw całemu światu.

Mam wrażenie, że tendencja dążenia do wiedzy jest mocniejsza, niż się powszechnie uważa. Wszystko z powodu intuicyjnej definicji wiedzy, która sporą część tejże pomija. Nawet ludzie, którzy wręcz chełpią się ignorancją w zakresie ekonomii, historii czy biologii, mogą tak naprawdę wiedzieć bardzo dużo. Być może znają składy wszystkich drużyn piłkarskich w lidze, którą śledzą, kwalifikują modele samochodów wszystkich marek pod względem awaryjności czy chociażby znają na pamięć wszystkie argumenty “teorii” płaskiej Ziemi. Pomijając wartość wiedzy, jej rzetelność, pożyteczność czy prawidłowość – potrzeba wiedzy jest czymś powszechnym i silnym. Lubimy wiedzieć, lubimy znać się na czymś.

Problemem rzeczowej wiedzy jest fakt, że może nie być zbyt atrakcyjna. Kształcenie to proces żmudny, a większość rzetelnych źródeł charakteryzuje się stylem dalekim od lekkostrawnego. Nie każdy chce, a wielu przypadkach (np. nauki ścisłe) nie każdy ma predyspozycje do tego, aby się wykształcić(opanować pewien zakres informacji). Co ważne: niewiedza nie jest problemem. Problemem jest sytuacja, w której ktoś postanawia iść na skróty. Nie wszystkie metody dochodzenia do prawd są bowiem właściwe.

Specyfika Sieci jest sprzyjająca właściwie dla wszystkich mechanizmów tworzących i utrwalających iluzję wiedzy (podepnę pod to pojęcie również pseudowiedzę, chociaż normatywnie są to rozdzielne pojęcia) W Internecie jest pełno nie tylko informacji “po łebkach” ale też zwyczajnej nieprawdy, w pełnym przekroju – od przekłamań wynikających z ignorancji, nieudolnego wnioskowania bądź kopiowania, przez teorie spiskowe, na perfidnej propagandzie kończąc.

Niestety, nawet merytoryczna poprawność informacji nie gwarantuje, że na jej podstawie będzie budowana “dobra” wiedza”. Stoją temu na przeszkodzie przywoływane już wcześniej specyfiki internetowej informacji, przede wszystkim – nieunikniona wręcz kompresja. Znajomość opracowania informacji, bez całego właściwego tła, pomimo tworzenia takiego wrażenia, nie upoważnia do jej podważania lub budowania daleko idących wniosków. Niezależnie od merytorycznej poprawności opracowania! Najlepszym przykładem takiej iluzji są materiały popularnonaukowe z zakresu fizyki teoretycznej. Co zawierają? Praktycznie tylko wizualizację problemów. Wielu ludziom wydaje się, że mogą z taką wizualizacją polemizować, przeciwstawiając jej własne, zbudowane metodologią “na chłopski rozum” argumenty, nie zdając sobie sprawy, jak silnie ugruntowane są hipotezy fizyczne, m.in. na poziomie matematyki. W nauce jedna rzecz jest niepodważalna – metodologia dochodzenia do prawd. Dyskutuj na właściwym poziomie, albo zdaj się na autorytety.

Chociaż i to ostatecznie okazuje się nie być bezpiecznym podejściem. Po pierwsze dlatego, że ludzie autentycznie będący wiarygodni w jednej dziedzinie potrafią się wypowiadać z pozycji eksperta wobec spraw, o których pojęcie mają nikłe, a nawet, jak udowadniają przypadki tzw. choroby noblisty, zajmować się pseudowiedzą. Po drugie, osobie nieobeznanej trudno odróżnić prawdziwy autorytet od osoby, która ładnie mówi. Nie zawsze popularność danej persony idzie w parze z jej rzetelnością, mało tego – rewolucyjne “prawdy” mają ogromne wzięcie właśnie dlatego, że negują znany porządek. Romantyczna wizja, w której my mamy rację, a cały świat tkwi w nieświadomości, potrafi być atrakcyjna do stopnia, w którym następuje wypaczenie logiki, a obiektywna, weryfikowalna prawda przestaje być wystarczającym argumentem do jej odrzucenia. Na domiar złego, w Internecie za głosicielami bzdur stoi często tłum zwolenników, co pozornie ich uwiarygadnia. Na szkodę nas – społeczeństwa jako całości.

Są ludzie zmanipulowani i tacy, którzy chcą dać się zmanipulować. Sieć daje możliwość zrzeszania się zwolennikom nawet najbardziej idiotycznych poglądów, podsycając i wzbogacając to, co w mniej zcyfryzowanych warunkach pozostałoby dziwactwem jednostki. Wiedza alternatywna głoszona jest tuż obok informacji merytorycznej, miesza się z nią, po czym do powszechnej świadomości przenika roztwór obydwu tych typów.

Jesteśmy naocznymi świadkami rodzenia się ogromnych zagrożeń. Iluzja wiedzy, katalizowana przez charakterystykę sieci to nie tylko wiara w skuteczność cukru w leczeniu przeziębień i niechęć do kupowania produktów GMO. To także denializm klimatyczny i ruchy antyszczepionkowe; poglądy, których dalsze rozprzestrzenianie się może mieć katastrofalne skutki dla wszystkich, również dla tych, którzy pseudowiedzę odrzucają. Największą ironią naszych czasów może zostać sytuacja, kiedy to technologizacja społeczeństwa i upowszechnienie dostępu do informacji powodują powrót rzeczywistości, w której racjonalizm jest poglądem drugorzędnym.

Informacyjna dieta

Fast food dla umysłu to coś, na co należy uważać. Jak więc przeciwdziałać problemom jeszcze niepowstałym i leczyć te, które już istnieją? Wydaje mi się, że właściwa metoda jest taka sama, jak w przypadku pokarmu dla ciała – dieta. Jasne, to trochę banalna odpowiedź, ale zwykły rozsądek stanowi podstawę wszelkich niezbędnych działań. Z działań na poziomie indywidualnym – warto pielęgnować dystans i od czasu do czasu po prostu wyrwać się z cyfrowego świata na rzecz przyziemnego otoczenia (tak, wiem, brzmi jak jedno z tych pustych haseł), z podobnym dystansem przyjmować również

Nie chcę brzmieć jak kaznodzieja; wieścić Armageddonu i wzywać do nawrócenia. Jednak zachodzące w naszej cywilizacji tendencje ideologiczne i wynikające z nich ruchy społeczne są czymś, czego nie wolno zignorować. Czego nam więc potrzeba? Edukacji, nie tylko tej szkolnej. Jaką postać powinno przybrać rozwiązanie? Nie śmiem odpowiedzieć szczegółowo – podstawą do przyjęcia działań musi być szeroko zakrojona analiza tego, co się dzieje, nie tylko refleksje i spostrzeżenia, przedstawione w tym artykule. Na pewno jednak nie można po prostu zakazać prezentowania pseudowiedzy. Myśl, że “prawda zakazana” dzięki cenzurze nabiera tylko większej mocy, nie jest może wyczerpującym temat stwierdzeniem, ale samodzielnie jest argumentem wystarczająco mocnym, aby poszukać lepszych rozwiązań.

Na koniec najważniejsze. Pamiętajmy, że ogólnodostępna i elastyczna informacja, pomimo zagrożeń, stanowi narzędzie o nieocenionym wręcz potencjale. Potencjalne negatywne aspekty, jakie za sobą niesie nie mogą być przyczyną próby spowalniania, czy odrzucenia jej rozwoju. Zresztą – postęp jest, jak zwykle, niepowstrzymywalny.

Swoją drogą, jak bardzo fast foodowy był ten wpis?

 

Podziel się

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

avatar
  Subscribe  
Powiadom o